Horynieckie Aniołki na obozie

08.08.2016 11:47

Wakacje to czas odpoczynku od szkoły, pracy, czas na robienie tego co się lubi, a na co brakuje wolnych chwil w roku szkolnym. Schola Horynieckie Aniołki pod opieką niezmordowanego maratończyka, czyli ojca Bogdana Klóski (OFMConv) udała się w tym roku na wypoczynek w Bieszczady.

18 lipca 2016 r. o godz. 10:00 z Horyńca w Bieszczady wyruszyła grupa 42 osób, a wśród nich małe i duże Aniołki, mamusie, tatusiowie, babcie oraz kierowca sprawdzonego gimbusu – sympatyczny pan Andrzej, a przede wszystkim pełen optymizmu główny inicjator i organizator wyjazdu - ojciec Bogdan. Humory dopisywały, a niektórym wkrótce także           i apetyty, o czym świadczyło buszowanie w torbach z jedzeniem. Jadąc z górki i pod górkę (nie ma rzeczy niemożliwych!) dotarliśmy do Arłamowa, więc poczuliśmy się prawie jak kadra narodowa przed Euro 2016. Pewnie chciałoby się zostać, ale naszym celem były Myczkowce i znany nam już pensjonat ,,Pod Bukowiną”, do  którego dotarliśmy po południu. Zajęliśmy pokoje, sprawdziliśmy, co się zmieniło od ostatniego pobytu i w zasadzie gotowi  byliśmy do obiadokolacji, którą ze smakiem zjedliśmy.

Drugi dzień przywitał nas piękną pogodą. Dotarł do nas pan organista Łukasz
z gitarzystą Arkiem, a z nimi jeszcze dwie uczestniczki naszego obozu. Oznaczało to, że zaczną się codzienne warsztaty muzyczne, ale przecież my lubimy śpiewać! Pewnie i rodzice skorzystali na tych szkoleniach - mogli odpocząć od swoich pociech. Po obiedzie wyjazd do pobliskiego Leska na basen, zatem pławienie się w wodzie, co w czasie upałów jest wymarzoną formą wypoczynku…

W środę po stałych zajęciach wybraliśmy się do minizoo w Myczkowcach                     i sąsiadującego z nim Ogrodu Biblijnego. Dla najmłodszych atrakcją w zoo była lama. Z kolei w Ogrodzie Biblijnym można było zobaczyć rośliny, które uprawiano w czasach Chrystusa
i wcześniej. Taki ogród jak w soczewce przybliża zwiedzającym ważne wydarzenia opisane
w Starym i Nowym Testamencie. Na pewno warto być w takim miejscu.

Czwarty dzień pobytu w Bieszczadach zapamiętamy jako wycieczkę nad Solinę. Spacerowaliśmy po koronie, podziwiając z góry taaakie ryby w wodzie przy  zaporze.
W planie mieliśmy też rejs stateczkiem po Zalewie Solińskim. Po zapierających dech            w piersiach widokach, czekały nas jeszcze zakupy pamiątek, z czego wiele osób skorzystało.

W piątek zwiedzaliśmy Lesko, byliśmy w synagodze, która jest obiektem muzealnym poświęconym historii Żydów Galicji. Znajduje się tu  Galeria Sztuki „Bieszczadzkie Zadumania”. Potem był basen, czyli chwila odpoczynku…

Nie mogliśmy się doczekać soboty, gdyż mieliśmy obiecany przejazd drezyną rowerową na 14-kilometrowym odcinku . Nadeszła w końcu ta chwila, kiedy wsiedliśmy do drezyn (po 5 osób), lecz aby jechać, trzeba było kręcić jak  rowerem: najpierw pod górkę (jeszcze mieliśmy siły) a potem już… na luzie. Niezapomniana przejażdżka! Zanim wróciliśmy do naszego pensjonatu, byliśmy jeszcze w Zagórzu. Tu  na szczycie (22 m wysokości) południowo-wschodniej wieży dawnego Klasztoru Karmelitów Bosych otwarto taras widokowy dla turystów.  Przez lunetę można podziwiać widoki nad rzeką Osławą.

W niedzielę śpiewaliśmy w czasie Mszy Świętej w Łukowem, a po niej daliśmy jeszcze krótki koncert. Oczywiście codziennie uczestniczyliśmy we Mszach Świętych sprawowanych przez ojca Bogdana w kaplicach i kościołach miejscowości,
w których przebywaliśmy. Jeszcze basen i lody w Lesku, bo trzeba wracać i pakować się do domu

 Poniedziałek 25 lipca był dniem pożegnania z Bieszczadami, kończył się czas naszego wypoczynku. W drodze powrotnej, tym razem przez Rzeszów, odwiedziliśmy jeszcze sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Strachocinie. Po Mszy Świętej ucałowaliśmy relikwie tego kapłana, który w czasach powstania Chmielnickiego poniósł męczeńską śmierć za to, że był Polakiem i katolikiem.

W Rzeszowie był czas na film w kinie i pizzę. Pełni wrażeń z pobytu w Bieszczadach, wróciliśmy wieczorem do domów - wdzięczni Panu Bogu za wspaniałą pogodę, wszystkim dorosłym za to, że  potrafili z nami wytrzymać i o. Bogdanowi za zorganizowanie tego wielopokoleniowego wypoczynku.

              Michalina Nesterak

Wróć